• Blog

    Kobiety, które martwią się za bardzo

    Chciałam napisać o nas, kobietach, istotach kruchych z poetyckich strof wielkich mistrzów, a jednak twardych jak skała w realnym świecie, codziennych trosk i zmartwień. Kiedy zastanawiałam się nad tytułem, to doszłam do wniosku, że właściwie warto zaczerpnąć go z książki Holly Hazlett-Stevens. Poświęcona ona jest w całości nam, kobietom, rozbiera nas części pierwsze obnażając nasze słabości i lęki, ale także pokazuje moc, którą mamy w sobie.

    Co prawda minął już Dzień Kobiet, ale ja uważam, że każdy dzień to idealny moment, aby dać sobie prezent w postaci wsparcia i wymiany doświadczeń, znaleźć drogi do lepszego świata, aby ten świat był dobry dla nas, dla ciebie i dla mnie.

    Codziennie znajdujemy czas na wszystko, zapominamy o sobie, swoich pragnieniach, marzeniach, a przecież każda z nas jest człowiekiem tęskniącym za odrobiną szczęścia. Taka namiastka egoizmu, znalezienia samej siebie pośród codziennej krzątaniny. Egoizm, który jest niezbędny w życiu każdej kobiety, a jednak tak odległy w naszym codziennym życiu, bo… mąż, dzieci, pranie sprzątanie, gotowanie i praca, rodzice, kot, pies, zakupy, i co włożyć do garnka jutro… i jak przeżyć kolejny miesiąc godnie…

    Mogłam bym tak wymieniać bez końca trudy powszedniego dnia każdej kobiety.

    Skąd bierze się w nas tyle lęków i strachu przed codziennością, którą znamy od lat?

    Dlaczego mężczyzna gdy ma problemy to i tak idzie spać, a my tłuczemy się po łóżku całe noce, rozbierając każdy problem na atomy?

    Czy któraś z Pań odpowie mi lub samej sobie na to pytanie?

    Martwimy się, bo jesteśmy z natury skonstruowane inaczej niż mężczyźni, nawet psychologia nie jest w stanie odpowiedzieć, dlaczego kobiety martwią się bardziej…  ale naukowe spojrzenie na kobiety, zebrane przez lata doświadczeń i badań, jest w stanie wyjaśnić nam pewne aspekty naszej świadomości, dać wskazówki i pomóc nam, jak sobie poradzić z narastającym problemem i stresem, który z każdym rokiem przybiera na sile.

    Jak pokonać lęk, który zaległ nam w piersiach i kołacze się w duszy?

    Najtrudniejsze wyzwanie świata, zajrzeć w głąb siebie i uporządkować powody lęku, jego przyczyny i czas, który nieubłagalnie skraca nam lata życia. Z każdym rokiem uwypuklają się nasze słabości i wady, a walka z samym sobą to najcięższa wojna, jaką musimy stoczyć w naszym życiu. Jest takie powiedzenie, które nie raz cytowałam „Jestem jaka jestem i mnie nie zmieniajcie” taki protest song mojej niezależności, albo mnie akceptujesz, albo nie musimy ze sobą przebywać. I nie ma w tym nic złego, do czasu aż nie uświadomisz sobie, że istnieje w twoim wnętrzu głęboka potrzeba zmian. Zmian, które umożliwią ci lepsze, spokojniejsze życie, bez zbędnej spirali lęków która nakręca twoje myśli każdej nocy.

    Taka najprawdziwsza walka Dawida z Goliatem. Starcie, w którym ty i twoja wolna wola ( ja i moje ja) z natury kobiecej stoicie na przegranej pozycji, tak jak biblijny Dawid. A jednak, może zdarzyć się, że ktoś z góry skazany na porażkę niespodziewanie odnosi zwycięstwo… to możesz być Ty, gdy zawalczysz sama ze sobą o prawo do swojego szczęścia!

    Z reguły przyczyny obaw i lęków są nam bardzo dobrze znane, możemy je w zasadzie nazwać po imieniu, no chyba, że nagle, ciemną nocą obudzi nas… przeczucie, niepokój, który nie pozwoli zasnąć aż do świtu… bo coś złego czai się za rogiem, jeszcze nie nazwane, bez twarzy i imienia, ale już przeraża swoją intensywnością. Strach, który w kolejnych dniach, trzyma nas w okowach niepewności.

    Wtedy stare zmartwienia blakną, powszednieją, są obeznane i przestają absorbować nas tak intensywnie, bo idzie nowe, gorsze, złe, nieznane… zmartwienie, które wisi w powietrzu, a może już czai się za rogiem, tuż za drzwiami?

    Intuicja kobiety to atut, który może być naszą tarczą, mieczem lub zostać przekuty na dobre myśli. Jednak z natury jesteśmy czarnowidzkami, nie spodziewamy się, że możemy intuicyjnie wyczuć dobro, bo przecież na co dzień nic dobrego się nie zdarza, a jednak…

    Kiedy się martwisz, lękasz i analizujesz problem, to z reguły szukasz jego przyczyny, podłoża, powodu. Rozbierasz w myślach wszystkie jego aspekty, zamiast pozwolić myślom na refleksję, jak temu zapobiec. To właśnie zmiana w tobie (we mnie też), praca nad sobą, walka z własnymi słabościami, pozwoli spojrzeć bardziej realnie na problemy, które mnożą się wokoło. Ta praca nad własnym ja, nad zbędnym zamartwianiem się otworzy ci oczy na inne, ważniejsze przesłanie, bo najpierw pozwoli ci wyjść ze spirali zmartwień, a potem… zauważysz że życie to nie czarno-biały film w niemym kinie. Jesteś, tu by rozwiązywać problemy, a nie zagłębiać się nad ich istotą!

    Kobieta z natury swej istoty jest wojowniczką, która pokonała już niejeden strach i obawy!

    Ale czy takie działanie podniosło jej ego, czy wyciszyło myśli, i dało poczucie prawdziwej wartości?

    Nie oczekuję tutaj odpowiedzi, na to pytanie niech każda z pań odpowie sobie sama…

    Jednak kobieto poznaj swoją wartość i bądź sobą, szczęśliwą osobą, uwolnij tę moc i ciesz się każdą chwilą, nie pozwól zamknąć się w ramach stereotypów!

    Po prostu żyj też dla siebie!

     

    Kobiety, które martwią się za bardzo to tytuł książki Holly Hazlett-Stevens, w którym psychologowie odpowiadają na nękające nas od wieków pytania. Jak wyrwać się z błędnego koła lęków, czy można pozbyć się negatywnych myśli, jak osiągnąć spokój i szczęście… jak radzić sobie z narastającym niepokojem i jakie wykonywać ćwiczenia, aby ulżyć naszym emocjom. Osobom, które są ciekawe, jak można pomóc sobie samemu, zapraszam do sięgnięcie po tę ciekawą lekturę i zgłębienie jej tajników.

  • Wiersze

    Nim minie świt

     

    obudził mnie śpiew

     

    ptasie trele rozbrzmiewały

    nim słońce ogrzało ziemię

    pierwszym promieniem

    wiosennego tchnienia

     

    przeciągając się w ciepłej pościeli

    snułam plany na dobry dzień

     

    myśli szybowały rozkojarzone

    muzycznym brzmieniem

    które coraz głośniej wpadało

    przez uchylone okno

    razem z nadchodzącym porankiem

     

    świeży powiew wiosennej aury

    rozbudził apetyt na życie

     

    jeszcze tylko kubek aromatycznej kawy

    i będę mogła dotknąć marzeń

  • Wiersze

    Wodospad

     

    wspinaczka tego dnia

    była nazbyt oczywista

     

    pejzaż rozchylał poły

    a liście szeleściły pojedynczo

    snując własną opowieść

     

    kaskady wody w tle

    nuciły wystukując rytm

    modulowały zabarwienie pieśni

    kroplami czarując kamienny las

     

    milczący krajobraz 

    głodny tęczowych wrażeń

    w niezachwianym opanowaniu

    falował bezszelestnie

    w rytmie mojego oddechu

    do czasu aż wiatr otulił szarość skał

     

    to wyzwanie dla słów

    które mogą dzisiaj milczeć

    by nie zbudzić echa ze snu

  • Wiersze

    Na linii horyzontu

     

    w szepcie wiatru słychać błaganie

    szelest liści ożywił vibrato

    cicha tęsknota za nieznanym

    otworzyła ramiona kusząc

     

    spotkanie na linii horyzontu

    w strunach drgających fal

     

    brzmienie twojego wołania

    zadrgało przed nocy cieniem

    zasnuwając mgliste marzenia

     

    niesione echem recytowało

    z jesienią jej do twarzy

     

    nieprzypadkowa gra słów

    pośród gasnących świateł

    tuż przed zmrokiem

    uchyliła rąbka tajemnicy

     

    podróż w nieznane odcienie

    wzniesie się być może jutro

    ponad głębię oceanu

  • Wiersze

    Na krawędzi

     

    na krawędzi dnia i nocy

    zamarłam w bezruchu

     

    twoje słowa Ojcze

    zawirowały refleksją

    straconego dnia

    i niepewnością jutra

     

    gdzie ja jestem?

     

    wątpliwości odebrały sen

    i zakłóciły narrację prawdy

     

    sprawiedliwe oko Boga

    mrugnęło do mnie

    wraz z milionem gwiazd

     

    nawet księżyc w pełni

    zaśmiał się bezgłośnie

    opleciony granatem nieba

    i tylko zirytowane serce

    westchnęło rozumnie:

                                                        – po prostu żyj…

  • Wiersze

    Wątpliwości

     

    zagubione myśli pośród kolorów

    piaskowej wolności zastygły

    gdy spojrzenie przymrużonych okularów

    rzuciło milion na szalę refleksji

     

    krzyżówka życia z pytaniami

    bez odpowiedzi zmąciła ślad kropli

    która już prawie stoczyła się po wypukłości

    zaróżowionej z werwą wątpliwości

     

    granica wyglądu niesfornej tolerancji

    z wczoraj przerodziła się dzisiaj

    w ekstrawagancję subtelnego luzu

     

    w moim wieku mogę pozwolić sobie na

    luksus prawdy w obiektywie obiekcji

     

    uśmiech ironii sam na sam

    z własnym odbiciem rozbawił do łez

    wszelkie wątpliwości paragrafu

    kiedy wizje fatamorgany ożyły

  • Wiersze

    Bez

     

    bez pośpiechu
    leniwy dzień snuje się od świtu
    przetykany śpiewem ptaków

    bez słońca
    nie byłby taki
    energetycznie radosny

    bez sensu
    że muszę znowu gdzieś iść
    tracąc cenne godzinny
    czerwcowego zauroczenia

    bez falstartu
    wyścig każdego
    dnia rozpoczęty

    bez pachniał w maju
    kojąca woń zniewalała sennie
    narzucając spokój i gwarancję
    nieustającej pogody ducha

    w odcieniach fioletu
    też można się zatopić
    bez reszty

    chociażby w zapachu
    lawendowego uśmiechu
    bez żartu

  • Wiersze

    Jarzmo fantazji

     

    marzyłam przez lata aby dotrzeć

    do kanionu spragnionego wody

    w którym sam Indiana Jones

    nie wierząc w przeznaczenie

    poszukiwał świętego Graala

     

    dwa odległe światy

    i droga wykuta w skale

    by dotknąć kielicha życia

     

    prawda czy mit – wytwór wyobraźni

    bez znaczenia dla finezji pragnień

    z każdym rokiem odsuwał się w dal

    niczym obłok sunący po nieba błękicie

     

    i nagle pragnienie zaspokojono

    wróżba z kamyków losu

    ułożyła koronkowy szlak

     

    wędrówka bez nadziei

    stała się spełnieniem

     

    teraz znowu nastał czas

    by marzyć i śnić

    o zapomnianych szlakach

    gdzieś kiedyś a może jutro?

     

    już nie będę powstrzymywać

    swoich wodzy fantazji

    niech rwą z kopyta!

     

  • Blog

    Skąpiec

    Skąpiradło, sknera, kutwa, żyła, centuś, dusigrosz, chciwiec, liczykrupa, materialista, żyd, łakomiec, a nawet pies ogrodnika czy harpagon to niektóre z synonimów słowa skąpiec. Czy wszystkie bliskoznaczniki są dzisiaj jasne i czytelne?
    Zapewne nie do końca, ale nie mogłam się oprzeć, by je wyszukać, bo tuż po spektaklu naszego Strzyżowskiego Teatru Prima Aprilis, który w ostatni weekend kwietnia br. wystawił dla nas sztukę Moliera pt. Skąpiec musiałam przypomnieć sobie wiele szczegółów i to nie tylko ze znanej mi ze szkolnych lat lektury. Skąpiec to prozatorska komedia Moliera, wystawiona na deskach teatru po raz pierwszy 9 września 1668 roku. Wówczas w roli głównego bohatera, Harpagona wystąpił sam autor.

    Molier to dramatopisarz z epoki baroku, a dokładnie z drugiej połowy XVII wieku. Jego twórczość, w tym słynny Skąpiec, idealnie wpisuje się w styl i charakterystyczne cechy tego okresu. W języku polskim Skąpiec ukazał się po raz pierwszy w anonimowym przekładzie pt. Łakomiec w 1759 roku, a w latach późniejszych wielu dokonywało jego przekładu na język polski.
    Jaka siła tkwi w tej barokowej satyrze, że do dzisiaj cieszy się taką popularnością?

    Odpowiedź została ukryta w pajęczynie zdarzeń, która wiła się na desach Strzyżowskiego Domu Kultury „Sokół” w Strzyżowie w dniach 26 i 27 kwietnia br. Każdy, kto wówczas przekroczył próg sali teatralnej przeniósł się w inny wymiar czasu i przestrzeni, który zachwycił swoją odmiennością w sposób zaskakujący i niespodziewany. Wystrój niczym z PRL-u, a może nawet bardziej z początku lat dziewięćdziesiątych XX w. zatrzymał widza w pewnej niepewności, dając pole do popisu wyobraźni. Tuż po zajęciu miejsc, można było od razu puścić wodze fantazji wprost do ogrodu, który został skrzętnie zamknięty za drzwiami salonowego blichtru dusigrosza Harpagona.

    W oczekiwaniu na rozpoczęcie spektaklu, z wielką uwagą przesuwałam wzrok po tym niecodziennym wystroju rodem z … no właśnie, nie zdążyłam się zastanowić, gdzie go przypisać, bo zgasły wszystkie światła…
    Po chwili, w zaciemnieniu zauważyłam postać, lekko przygarbiona skradała się z tego zaczarowanego ogrodu wprost do pralki automatycznej, w której znajdowała się ukryta głowa pewnej damy (niestety do końca sztuki nie udało mi się rozgryźć czyje popiersie zostało tam zakamuflowane).
    Postać zniknęła, a zza bocznej kurtyny doszły nas śmiechy, sapania, okrzyki spełnienia (tylko dla dorosłych), a na scenę wypadały jeden po drugim, damsko-męskie fatałaszki… (śmiech sali, świadczył tylko o tym, że nasza strzyżowska widownia, jak zawsze jest bardzo spostrzegawcza i intuicyjnie dopowiada to czego nie widać).
    A potem akcja nabrała tempa, skąpego oczywiście, bo inaczej by się nie dało. Na scenie zaiskrzyło, a główny bohater – Harpagon (w tej roli Dariusz Jodłowski) rozłożył widownię na łopatki. Jak sami wiecie, każda sztuka ma swojego lidera. W Skąpcu był to jedyny, niepowtarzany i wspaniały Darek Jodłowski, który po raz kolejny udowodnił, że jest wszechstronnym Artystą.

    Darku nisko chapeau bas!

    Jego wyjątkowość tym razem wynikała z zagrania głównej roli w sposób nie tylko komiczny, ale także przerysowany współczesnym pazurem krzywego zwierciadła. Darek wykazał się prawdziwym kunsztem aktorskim, a jego gadżety dopełniały obrazu, z wytrawnym i dowcipnym znawstwem materii. I tak wykreowały idealną postać sknerusa.

    I to nie tego typowo molierowskiego, ale takiego naszego, współczesnego skąpca, który całe życie tylko utyskuje na świat w którym żyje, nie dając nic z siebie w zamian. Tak naprawdę sztuka skupia się na głównym bohaterze, wkręcając kolejne postacie w tryby zaplanowanych przez Harpagona intryg. Ale cóż znaczy główna rola, gdy nie ma na kogo utyskiwać?
    Tak więc, do gry zaplanowanej skrzętnie przez Skąpca dołączyli jego domownicy, służba oraz niespodziewani goście. Nie mogło być inaczej, gra wszak toczyła się o wysoką stawkę, pieniądze ponad wszystko.

    I tak swoją grą uwiedli mnie także: zarządca Walery (w tę uroczą i niby spolegliwą rolę wcielił się rewelacyjnie Wojciech Jemioła), który podkochiwał się w córce Harpagona Elizie (Karolina Ćwiąkała – ta dziewczyna, jak zawsze gra wyraziście i z charakterystycznym pazurem) oraz Jakub – pełniący w domu Harpagona jednocześnie rolę stangreta i kucharza, który często drwi sobie z dyspozycji swojego pana (w tej roli wystąpił jak zawsze uroczy i wyborny Rafał Krochmal). Z ról kobiecych znacząco zarysowała się postać swatki Frozyny (w tej roli wyśmienita Anna Fąfara-Iskra), która z wprawą iście kupiecką aranżowała ślub Harpagona z uroczą i cnotliwą Marianną (Katarzyna Galej-Mularz – wybornie oddała charakter granej postaci, ze zwiewną delikatnością stawiając na swoim). Było o córce, więc czas na syna Kleanta (w tej roli Gniewomir Skrzysiński) i jego miłości do sąsiadki, młodej i cnotliwej Marianny. Biedny Kleant (bo rozrzutny) zakochuje się w pięknej kobiecie i zamierza ją poślubić, lecz… ojciec sknera ma inne plany. W tej sytuacji rodzeństwo, Eliza i Kleant postanawiają sprzymierzyć swoje siły przeciwko tyranowi i nie dopuścić do jego intryg. Synowi pomaga Strzałka osobisty służący Kleanta.

    W tę postać wcielił się z powodzeniem Sebastian Jakubczyk – można powiedzieć, że jego rola to taki niespodziewany gwóźdź programu, bo aktor na scenie wykazał się sztuką konspiracji i ekwilibrystyki niczym inspektor Clouseau z Różowej Pantery.
    O takie skojarzenie nie było zbyt trudne, bo wspaniale dobrana muzyka sytuacyjna sama podpowiadała, kto jest lub kim może być. Brawa za tak różnorodną, a jednak spinającą w całość muzyczną ucztę, która uwypukliła komediowy charakter tej sztuki!
    Tym razem role drugoplanowe zagrali: Aleksandra Korabiowska, Stanisław Pytko i Bronisław Lechowicz, (służący, których sceniczne gagi rozmieszały publiczność do łez), Renata Turoń (tym razem wcieliła się w rolę Simona, sprytnego pośrednika finansowego, który zręcznie prowadzi interesy nie tylko dla syna, ale także dla ojca), Zbigniew Adamczyk (Anzelm, za którego z woli ojca i co najważniejsze bez posagu, ma wyjść za mąż i wbrew sobie córka Eliza), Marek Kloss (detektyw, który skrupulatnie prowadzi śledztwo w sprawie zaginionej skrzyni Harpagona).
    Każdy, kto jest miłośnikiem teatru wie, że bez tych niby minimalistycznych ról spektakl byłby ubogi.
    I tutaj wielkie ukłony dla naszych aktorów, bo tak naprawdę trudniej jest zagrać epizod, tak aby widz zapamiętał taką rolę. A ja i wielu innych widzów, po spektaklu omawialiśmy każdą z postaci, więc czapki z głów dla takiej ekspresyjnej gry aktorskiej.

    A zza kulis teatralnym szeptem wspierała naszych aktorów urocza Ewa Janczy, nieodzowna i pomocna i podtrzymywała naszych aktorów sercem, uśmiechem i dobrym słowem – niewidoczna, ale zawsze na posterunku!
    Wspomniałam na początku o niebywałej scenografii, która swoim rozmachem zaskoczyła każdego widza. Tutaj także kreatywność reżyserska Roberta Chodura oraz scenografów: Jolanty Stefanik i Macieja Ruszały pokazały, że w tym teatrze perfekcjonizm jest ważny w każdym szczególe, i stanowi swoiste dopełnienie gry aktorskiej. Barwność, pomysłowość, niekonwencjonalność i satyryczny charakter dosłownie ubranej sceny wzbudził mój zachwyt. I chociaż do dzisiaj nie wiem, co ten posąg robił w pralce, to powiem Wam, że taka intrygująca scenografia pobudza do refleksji, że priorytetem jest właściwe dobranie osób do każdej z niezbędnych kreacji, także tych scenograficznych. Jak widać nasz reżyser ma do tego swoisty talent, bo zawsze obsadza aktorów i nie tylko, we właściwych dla siebie rolach. Dopełnieniem spektaklu była muzyka, o której wspominałam i efektowna gra świateł. Za wszystkie takie techniczne melizmaty (niczym ozdobniki muzyczne) zadbali jak zawsze Leszek Drygaś i Paweł Krok. Wspomnienia fotograficzne zapewniła nam znana ze swego kunsztu i profesjonalizmu – fotografik Marzena Arciszewska.
    I na koniec ostatni niezbędny element przedstawienia – nasza wspaniała publiczność, która zajęła wszystkie fotele i przez oba wieczory reagowała z zachwytem dopełniając wspaniałości tego wydarzenia kulturalnego.
    Komizm postaci zamierzony w XVII- wiecznej sztuce, został spotęgowany współczesną karykaturą naszej rzeczywistości, i za każdym razem sprowadzał się do działań skąpca. W relacjach z pozostałymi postaciami, Harpagon w pełni ukazał swoją chciwość i obsesję na punkcie pieniędzy. Pozostali aktorzy stanowią wyłącznie tło dla żądzy pieniądza, która opanowała głównego bohatera. Ale za to jakie było pole do popisu dla takiej trudnej gry aktorskiej.

    To wielka zasługa naszego wspaniałego reżysera Roberta Chodura i jego kreatywności scenicznej, którą od ponad 17 lat możemy podziwiać na deskach DK Sokół. To reżyserska zasługa, że każdy z bohaterów tej komedii był widocznym dopełnieniem despotycznego i chciwego dusigrosza.
    Jak zakończyły się perypetie każdej z postaci, kto wygrał łut szczęścia, kim naprawdę byli Marianna, Walery i Anzelm?
    O tym bez wątpienia wie każdy kto był w kwietniu na sztuce. I może dowiedzieć się każdy, kto wpadnie na pomysł wzięcia udziału w kolejnej odsłonie sztuki „Skąpiec” Strzyżowskiego Teatru Prima Aprilis w reżyserii Roberta Chodura.
    Reasumując, muszę stwierdzić, że sztuka „Skąpiec” to smaczek – po prostu palce lizać, aktorzy wyśmienici, scenografia bomba, muzyka znakomita, a reżyseria pierwsza klasa. Śmiech i brawa to nieodzowne elementy tego wieczoru. Cała inscenizacja była tak zaskakująca, że można do niej wracać bez końca, choćby we wspomnieniach. Było pysznie, dziękuję za super wieczór!
    A jeżeli ktoś jeszcze nie był na tej rewelacyjnej, historyczno-współczesnej odsłonie Skąpca, to polecam gorąco, z całą odpowiedzialnością na 102 %!

     

    P.S. Za udostępnione zdjęcia dziękuję jeszcze raz, niezawodnej jak zawsze – Marzenie Arciszewskiej.

  • Wiersze

    Senna niepogoda

     

    młodości niezaprzeczalny smak 

    odchodzi z każdym rokiem

    powolnie bo pogoda ducha

    walczy o przetrwanie

    dzielnie aczkolwiek nieskutecznie

    trudzi się każdego poranka

    by dźwignąć moje kości

    z puchowej pościeli sennych rojeń

     

    jak zatrzymać jego zmysł i spryt

    i uleczyć reumatyzm wieku

    choćby w źrenicach nocy

    pochwycić uśmiech brzęczący

    i swawolność przezroczy

    feerycznych epizodów

     

    uff… myśli zapętlone zawirowały

    w szufladzie pełnej marzeń

    uznały wyższość tej niepojętości

    i poddając się pogodzie tchniętej

    wiosennym przebudzeniem

    zaśpiewały protest song

    wkładając okulary przeciwsłoneczne

    na przekór przepowiedniom biegu lat

    zaczęły pogodny dzień!