
W labiryncie
pobudka tego ranka osnuta była mgłą
i żaden bodziec nie pozwalał
kreować nowej rzeczywistości
bo nawet świeża woda nalana do wiadra
tuż po wschodzie słońca
sprawiała wrażenie uśpionej
w konfesjonale wspomnień
i tylko podłoga skrzypiała po staremu
gdy krok za krokiem
stopy snuły się po starych drewnianych deskach
zamknięte w czterech ścianach imaginacji
gdy odległe bezdroża jawiły się posmakiem wolności
wyrwanym razem z ceglastym murem
tego wewnętrznego więzienia

