
Choroba zwana miłością
kiedy dotknęła mnie choroba
zwana miłością
zaległa głęboko w piersiach
od razu wiedziałam
że jest nieuleczalna
przesiąknięta wirusem dwojga
zasiała ziarno pożądania
jej ekspansja była natarczywa
zniewalała każdą komórkę
dyktowała warunki
wprowadzając wibracje
w pojedynczy dotyk dłoni
odmówiła posłuszeństwa nogom
lotem błyskawicy przeszywając serce
zagnieździła się w umyśle
w pogoni za namiętnością
która zatruła ciało
nie bacząc na duszę
i tylko ostatni powiew myśli
zadał sobie pytanie
– Czy tutaj konieczna jest izolacja?

